piątek, 8 stycznia 2016

Lenka



Zawsze zastanawiało mnie, w którym miejscu rodzi się przyjaźń. Gdzie przebiega ta granica, po której przekroczeniu mówimy do drugiego człowieka: przyjacielu. Dotąd uważałem, że silne przywiązanie, to rodzaj umowy, podobnych zainteresowań czy wspólnych przeżyć. Jednak obserwowanie dwóch przesłodkich małpek z mojego otoczenia, każe mi sądzić, że przyjaźń może mieć również podłoże genetyczne.
Pamiętam kiedy pierwszy raz usłyszałem o Lence. Weronisia wróciła właśnie ze spaceru, jakaś taka inna, rozpromieniona. I dopiero mama wyjaśniła mi, co mogło ją tak rozruszać.

            - Jest taka jedna dziewczynka na dworze i ona jest taka sama jak Weronika.
            - Jak taka sama? Też rzeźnik? – nie mogłem uwierzyć.
            - Też. Nie może w wózku usiedzieć, wciąż coś sapie, piszczy, nic jej nie pasuje. No mówię ci, jak Weronika.

Odkąd tylko się poznały, jedna już wpływała na drugą. Nie mam wątpliwości, że musi to być rodzaj jakiegoś energetycznego dopasowania; rzecz bardzo rzadka. Oczywiście jest to przyjaźń w wydaniu mało-dziecięcym. Nie raz lecą grube łzy, konflikt pogania konflikt, ale dziewczęta zawsze szybko się godzą i jedna bez drugiej żyć nie może. A jaki dramat jak trzeba się rozstać i wrócić do domu! Odgłosy, jakby ktoś maciorę ze skóry żywcem obdzierał.

Z uwielbieniem obserwuję, jak bawią się na dworze, a inne dzieci nie wiedzą, co się dzieje. Niektóre szkraby próbują do nich dołączyć, piszczeć jak one i biegać po bramach i po krzakach, ale próby te są z góry skazane na niepowodzenie; coś jak biały w finale na 100 metrów: nie można odmówić mu chęci, ale przecież wszyscy wiemy, jak to się skończy. Pamiętajmy zresztą, że świat małych dzieci, to świat bardzo intensywnych emocji i bodźców. Weronika z Lenką wydają taką ilość odgłosów i tak szybko się przemieszczają, że mózgi innych dzieci po prostu się zacinają.

Czasem sobie myślę, że gdyby nawet w przyszłości zdarzyło im się latać po całym świecie, mijać się i nie spotykać, to i tak zawsze jedna będzie mogła bez obaw zadzwonić do drugiej. Nie po radę, nie, zupełnie nie po to. Bo widzicie, przyjaźń idealna, to przyjaźń zbudowana na krystalicznie czystej empatii, bez odruchowego moralizatorstwa i doradztwa, bez współczucia, którego głównym celem jest udobruchanie naszego sumienia. Jedna do drugiej zadzwoni wyłącznie po to, żeby usłyszeć, że tam daleko jest ktoś bardzo podobny do niej. A tak mogłaby wyglądać przykładowa rozmowa; z losowym podziałem na role:

            - Cześć! Gdzie teraz jesteś? Co robisz?
            - W Kanadzie sobie siedzę. Foki garbuję. A u ciebie co?
            - Aa, wciąż w Tokyo. Optymalizuję pracę materiału ludzkiego.
            - Krzyczysz i poganiasz?
            - Głównie. Wiesz jacy oni są powolni?


Z mojej strony chciałbym Wam dziewczęta życzyć wytrwałości w kruszeniu porządku zastanego świata. A jeśli jakimś cudem zajrzycie tu za lat dwadzieścia, to macie filmik. Takie z was ancymonki.




4 komentarze:

  1. Może i powinnam czytając Twoje teksty myśleć: lekko nie jest ;) ale piszesz to wszystko z takim humorem, że tylko podziw zostaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest lekko, to prawda. No ale jak tu się nie pośmiać z takich cudnych zwierzaczków:)

      Usuń
  2. a przyjaźń to najpiękniejsze, czego w życiu doświadczamy :) ja też często nie potrafię wychwycić w odpowiednim momencie, kiedy zwykła znajomość przemienia sie w coś więcej..

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niestety nie mam przyjaciółki i chyba nigdy jej mieć nie będę. Wszystkie bliskie koleżanki rozjechały się po świecie a ja zostałam. Samo życie.

    OdpowiedzUsuń