poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Strach




Wyobraźmy sobie całkiem hipotetyczną sytuację: zalew w Starej Morawie, połowa lipca, piękna pogoda, tatuś z dzieciątkiem (dajmy dzieciątku na imię Weronika) zbliżają się do plaży. Tatuś zatrzymuje się i ogarnia wzrokiem tłumy. Gdzie by tu przysiąść? Spośród wszystkich tych rodzin, hałaśliwych kolonii i starych Niemców, wybiera młodą parę. Wydawać by się mogło, że ma w tym jakiś interes, bo rozkłada koc naprawdę blisko i puszcza Weronikę wprost na młodą kobietę, która opala się na brzuchu. Gdy Weroniczka zatrzymuje się przy niej, kobieta unosi się na łokciu i spogląda jak w obrazek. Zakochała się, w sekundę, gwałtownie i na zawsze. Tatuś się uśmiecha; dokładnie o to mu chodziło. Ale nie patrzy na młodą kobietę, a na mężczyznę. W jego oczach widzi strach. Najprawdziwszy strach, przerażenie i błaganie: zabierz pan stąd to stworzenie, przecież widzisz, że kobieta w kwiecie, biodra jak dzwon, brzuch jak piec, tylko rodzić, a ja bym jeszcze pożyć chciał, odrobinę, troszeczkę, tyci. Tata jest w siódmym niebie. Rozbiera Weroniczkę i smaruje kremem z solidnym filtrem. Kobieta na widok apetycznego karczku dziecięcia, jego nóżek zgrabniutkich i aksamitnej skórki już nie wytrzymuje.
            - Będziesz się kąpać, tak? – zagaduje do Weroniki.
            - Tam! – odpowiada jej Weronika i wskazuje na wodę.
            - Tam? No ja właśnie wróciłam, ciepła woda bardzo.
            - Plam, plam!
            - Plam, plam będziesz robić?
            - Ta!
Przychodzi mama Weroniki, zakłada jej wodoodporną pieluchę i razem idą się kąpać. Tatuś zostaje na kocyku i dyskretnie obserwuje rozpalony ogień. Kobieta odwraca się i gładzi ręką po ramieniu swojego przerażonego mężczyznę. Na jego twarzy pojawia się sztuczny uśmiech; że niby dzieci to cudowna sprawa, że pewnie już niedługo oni sami coś w tym kierunku zaczną działać, ale pod tą nieudolną maską, tatuś widzi goły, zwierzęcy strach. I karmi się nim.
Obaj przez sekundę wymieniają się spojrzeniami. I w tej sekundzie, wierzcie lub nie, siedzi cała rozmowa.
            - Super, dzięki, patrz co zrobiłeś? – skarży się młodszy. – Właśnie od takich pierdół: dzieciątka na plaży, reklamy pieluch czy fotek zmamiałych koleżanek na fejsie mam potem pogadanki, pytania, sugestie.
            - Wiem.
Młodszy obniża ton, pokornieje.
            - To prawda, że jak już się urodzi, to jest mniej spania i sexu?
            - Nieprawda. Nie ma wcale. Nie ma spotkań z kolegami, oglądania seriali, odpoczywania, drzemek, niczego nie ma.
            Blada twarz młodszego w palącym słońcu zaczyna wyglądać groteskowo.
            - To po co?
Po chwili nadciąga zniszczenie w wodoodpornej pieluszce i słomkowym kapelutku. Przewraca się na koc młodej pary roznosząc mokry piach i wodorosty, taranuje tatę i nurkuje w torbie, poszukując bidoniku z wodą. Bierze solidny łyk i rzuca bidonem na bok. Tata chwyta zwierzątko w obie ręce, unosi pod słońce i zaczyna podgryzać mu nóżki, co skutkuje salwą przeraźliwych pisków i śmiechu. Potem kładzie roześmiane ciałko na kocu i robi mu pierdzioszka w brzuszek.
- A choćby po to – odpowiada szeptem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz