piątek, 15 sierpnia 2014

Krótka relacja z wizyty katarskich kuzynek



- Baby hit me! – pisnęła mała Dudi i zniknęła w objęciach niani.
Weronika patrzyła za nią w niemym zachwycie. Gdzieś w niemowlęcych zwojach mózgowych musiała pojawić się myśl o potędze własnych rąk. Nie było jednak czasu analizować, ponieważ właśnie zbliżała się Sagga. Chwyciła Weronikę oburącz i delikatnie przytuliła.
- She’s cute!
Weronika policzyła w myślach do trzech i chwyciła napastniczkę za jej piękne, ciemne loki. Sagga zacisnęła tylko zęby. Była starsza od Dudi i potrafiła już maskować ból dla wyższych celów. Wyswobodziła włosy z potwornego uścisku i pogłaskała Weronikę po jej łysej głowie, rozumiejąc zarazem, że z rewanżu nici.  
Trzecia z sióstr, najstarsza Samma, stała z boku. Osiem lat na karku i spore doświadczenie z młodszymi siostrami czyniło z niej wytrawnego psychologa: nie podejdę – nie będę miała kłopotów; podejdę – trzeba będzie się bronić, a jak widać przeciwnik jest niezwykle przebiegły.
Po tak morderczo intensywnym początku, drżeliśmy z mamą o dalsze relacje Weroniki z kuzynkami. Na szczęście dynamika świata dziecięcego to coś, czego w świecie dorosłych raczej nie spotkamy. Wystarczyło kilka minut i dziewczynki już karmiły Weronikę malinami, zdobywając jej uznanie, serce i przede wszystkim żołądek. W niepamięć poszedł krwawy start; można było zacząć budować  przyjaźń.
Przez kilka dni kuzynki zwiedzały Wrocław, bawiły się, przytulały oraz próbowały uczyć się nawzajem swoich języków; tutaj zauważyłem zadziwiającą rzecz: Weronika świetnie zna arabski, cokolwiek było mówione w tym języku, ona już miała odpowiedź, już włączała się do rozmowy, wisząc na cioci i zagryzając jej egzotyczne korale, z zapałem puentowała każdą dyskusję. Nawet angielski, z którym jest nieco osłuchana, nie wywoływał w niej takiego podniecenia.  
 Punktem kulminacyjnym była wizyta w aquaparku, w którym Weronika nikogo nie uszczypnęła, nie ugryzła dziąsłami, nie szarpnęła, nie ubodła, nie pociągnęła ani nie popchnęła – tego ostatniego jeszcze nie umie. To był znak, że zaakceptowała swoją daleką rodzinę w pełni; włączając w to filipińską opiekunkę (a propos jeśli macie filipińską opiekunkę, to nie zmuszajcie jej do pracy w niedzielę, bo jak się spoci, to nie będzie mogła pójść do kościoła i będzie się dąsać).
            Wizyta była krótka, więc i relacja nie najdłuższa. Zostanie trochę wspomnień – te będą dla mnie. I trochę zdjęć – te będą dla Weroniki, bo z pamięcią długotrwałą u takiego berbecia jest jeszcze bardzo krucho. Do tego oczywiście aktualne zaproszenie do Kataru, aby przyjechać i kontynuować tak wspaniale rozpoczętą przyjaźń. 
.
.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz