środa, 30 kwietnia 2014

Rzeźnik z Jagodna



Niemowlęta pod wieloma względami przypominają kryminalistów: łyse głowy, podejrzane znamiona, wymuszenia, haracze, nocne rozboje, o grypserze nie wspominając. Analogie zachodzą również w sposobie komunikowania się ze społeczeństwem. Obie grupy prezentują najczęściej postawę roszczeniową. Naszą odpowiedzią i zarazem naturalną reakcją jest próba ucywilizowania niesfornego towarzystwa. I tak, niemowlę to człowiek, którego nieustannie i w wielkich bólach poddaje się procesowi socjalizacji; kryminalista z kolei, to człowiek, którego trzeba resocjalizować, bo socjalizację ktoś spaprał. Cały ten wysiłek podejmuje się w jednym tylko celu: żeby ludzie ci stali się nieco bardziej do życia.
Największą bolączką młodych rodziców jest ich niewiara, że z małego rzeźnika wyrośnie człowiek. Gdy Weronisia z lubością miażdży kark swojej gumowej żyrafce, nie mam najmniejszych wątpliwości: tu nie chodzi o masowanie obolałych dziąsełek, a o zwykłą przemoc. Nie ma po prostu innej możliwości. Radosne sapanie, błysk w oku, wojenne piski – wszystko to świadczy o dzikiej i pierwotnej satysfakcji z zadawania cierpienia. Ja jej oczywiście w tym nie przeszkadzam, niech ma dziewczyna jakąś rozrywkę. Gorzej jest, gdy obiektem jej fizycznej przemocy staję się ja z mamą. Skarbonka ma cały wachlarz możliwości od zwykłego kopania, przez szczypanie po dłubanie w nosie; moim niestety. Nie brakuje również elementów przemocy psychicznej. Ale żeby nie być gołosłownym, to może filmik (pod ręką był tylko leciwy telefon niestety).

Rzecz miała miejsce podczas zdobywania Ślęży. Weronisi nie spodobało się nasze tempo albo świeże powietrze, albo nowe miejsce, albo niemożność zaśnięcia, albo brak dostępu do cyca…zresztą kto ją tam wie, po prostu coś jej nie podpasowało, więc całą drogę powrotną z lubością okładała mamę. Mamy tu elementy niewolnictwa, mobbingu i zwykłej łobuzerki. Podejrzewam, że osoby niezaznajomione z gatunkiem niemowlęcym widzą w tej scence słodkiego maluszka, który niewinnie popiskuje przytulony do mamy; no cóż, nieświadomość to wspaniały stan.
W gruncie rzeczy nie dziwię się niemowlętom, że cechują je takie, a nie inne skłonności. Gdybym przyszedł na świat, którego nie znam, który jest dla mnie obcy i tajemniczy, to w pierwszej kolejności szukałbym kogoś do zniewolenia. Kogoś kto zaspokoi moje potrzeby i sprawi, że poczuję się bezpieczny. Gdy patrzę na to w ten sposób, ogarnia mnie nawet duma. Jestem poddanym naprawdę pięknej kobietki. Jej obyczaje z innej są planety, ale to tylko dodaje słodzince uroku. Dochodzi również kwestia ewolucji. Jakby nie patrzeć dzięki niej wreszcie wziąłem udział w wielowiekowej sztafecie genów z dużymi szansami na to, że moje konkretne cechy zostaną kiedyś przekazane jeszcze dalej.

Dlatego moja kochana Skarbonko nie żałuj tatusia. Piszcz od szóstej rano skoro zasnąłem ledwo o drugiej. Oraj mi twarz pazurkami, wzywaj mnie do każdego nowo poznanego koloru, kształtu, kop mnie po głowie, nerkach i jeszcze takim jednym wrażliwym miejscu – nie chcesz mieć rodzeństwa, masz do tego prawo. Niszcz mnie, miażdż i poniewieraj. Ja niczym bulterier, grubą skórę mam i odporność nie lada. A kiedyś, po latach, usiądziemy razem w jakimś ogródku w rynku, zamówimy po zimnym piwku i z niedowierzaniem będziesz się mnie wypytywać: „Naprawdę nie spałeś dwa dni i zasnąłeś w drodze do pracy, zatrzymując się autem na trawniku?”, „Pierwszy raz obróciłam się z plecków na brzuszek tylko po to, żeby uszczypnąć cię w tyłek?”, „Gdy pierwszy raz w życiu zobaczyłam pizzę wpadłam w szał, zaczęłam buczeć, piszczeć, rzucać się jak nigdy przedtem i robić wszystko, żebyście dali mi kawałek?”, „W wieku sześciu miesięcy zaczęłam wydobywać z siebie dźwięk „e-tata”?”. A ja  tylko kiwać będę powoli głową, nieco już cięższą niż dzisiaj, zmarszczkami pooraną bardziej i z wypucowanymi zakolami, w których odbijać się będzie twoja piękna, mądra kobieca twarz.